Anna Hulačová Tworzenie jako ucieczka i więź zarazem

Wywiad z czeską rzeźbiarką o współpracy z żywymi koloniami pszczół, życiu na wsi i drodze na międzynarodową scenę

Anna Hulačová – Anna Hulačová: Tworzenie jako ucieczka i więź zarazem | ArtGraduates Magazine
Fot.: Vojtěch Veškrna

Anna Hulačová to czeska rzeźbiarka, której praca z żywymi koloniami pszczół przesuwa granice sztuki współczesnej. Na ulach umieszcza rzeźby figuratywne, w których wnętrzach pszczoły budują plastry — przywołując tym samym starożytne legendy o nieśmiertelności ducha. Rozmawialiśmy o emocjach w procesie twórczym, o współżyciu dwojga rzeźbiarzy pod jednym dachem, o życiu na wsi z dziećmi oraz o tym, dlaczego dla młodego artysty najważniejsze jest nigdy nie przestawać tworzyć — nawet w kuchni o powierzchni dziesięciu metrów kwadratowych.

Czy może Pani opisać swoją pracę twórczą — jak przeżywa ją Pani sercem, emocjonalnie? Co daje Pani tworzenie na płaszczyźnie emocjonalnej?

Dla mnie tworzenie to ucieczka od chaosu i od wszystkiego, co dzieje się na świecie — od rodziny, polityki i relacji społecznych. Jednocześnie jest jednak stałą więzią z tą rzeczywistością, ponieważ w swojej pracy na nią odpowiadam. Nie ma to nic wspólnego z ucieczką od obowiązków i problemów. Chodzi właśnie o dostrojenie się do innej częstotliwości mentalnej, do której dociera się w żarze pracy twórczej.

Gdy tylko zabieram się do pracy i nie jestem pochłonięta złożonymi procesami technologicznymi, które się z nią wiążą, czuję wolność — niezależnie od materiału czy medium, z którym pracuję. To mentalne dostrojenie jest dla mnie procesem uzdrawiania duszy i ciała, jestem o tym absolutnie przekonana. W rzeczywistości mój umysł często jest już skierowany na tworzenie, nawet podczas codziennych obowiązków, ale te fragmenty pomysłów trzeba zanotować i posortować. Podczas pełnej koncentracji w samym procesie twórczym chcę nadać im bardziej wielowarstwową i poetycką formę.

W Pani rzeźbach pojawiają się struktury plastrów budowanych organicznie przez pszczoły. Jak przebiega współpraca z żywymi koloniami pszczół? Co najczęściej symbolizują plastry?

Temat pszczół i plastrów w rzeźbie zajmuje mnie od dekady. W ostatnich latach współpracowałam z pszczołami, umieszczając rzeźby figuratywne na górnych kondygnacjach uli. Wykorzystuję naturalną skłonność części kolonii do rozprzestrzeniania się z pierwotnych dolnych poziomów ula ku górze, do wnętrza ciała rzeźby, które pszczoły zasiedlają w trakcie sezonu.

Ten proces jest symboliczny i inspirowany starożytnymi wierzeniami, praktykami pszczelarskimi i greckimi legendami. Plastry budowane przez pszczoły wewnątrz rzeźby zastępują wnętrzności lub organy życiowe, albo mogą symbolizować zmaterializowanego ducha jako prymarną strukturę systemową w ciele. W obszarach twarzy i brzucha wydrążone są wnęki — przestrzenie umożliwiające pszczołom ekspansję do tych partii. W sezonie rojenia rzeźby stają się w ten sposób żywą częścią uli.

Plastry zbudowane we wnękach brzusznych mogą przywoływać organizm hybrydowy — ducha zrodzonego z organów, który symbolizuje powrót ducha natury i nadchodzące życie przez wnętrzności ciała fizycznego. Starożytni Grecy i Rzymianie wierzyli, że pszczoły zasiedlają wnęki martwych ciał dużych zwierząt i wylatują z nich — jak transformujący się duch, który wzmacnia więź między światem żywych i umarłych, a którego nadejście zapewnia pojednanie oraz dobrą relację z bogami i siłami natury w czasach kryzysu ekologicznego i cywilizacyjnego.

Również inne starożytne kultury łączyły pszczoły wychodzące z wnętrzności martwych ciał z nieśmiertelnością ducha i jego powrotem do tego świata. Pszczoły, które «powracały» z wnęk cielesnych, uważano za duchy wznoszące się z krainy umarłych. Pszczoła narodzona w organicznych wnękach przybiera w ten sposób postać fizyczną, aby mogła współtworzyć i podtrzymywać kwitnące królestwo roślinne, cykl owoców, które jemy, i tlenu, którym oddychamy.

Koncepcja figuratywnych i organicznych rzeźb, w których wnękach pszczoły tworzą plastry, jest ponadto inspirowana starożytnymi wierzeniami nawiązującymi do legendy o Aristajosie, wspomnianej w Georgikach Wergiliusza. W kontekście tej narracji Grecy, Rzymianie i inne kultury personifikowali pszczołę i przypisywali jej istnieniu nadludzkie duchowe właściwości.

Jest Pani stałą artystką prestiżowej galerii Hunt Kastner, która jak na czeskie standardy wyjątkowo aktywnie współpracuje ze swoimi artystami. Czy może Pani opisać, jak odbiera tę współpracę i w czym konkretnie jej pomaga? Czy przynależność do galerii niesie ze sobą również wady lub ograniczenia?

Galeria Hunt Kastner reprezentuje mnie od 2015 roku. W tym samym roku odbyła się moja pierwsza wystawa indywidualna — z sześciomiesięczną córką, podczas gdy Káča pomagała mi, opiekując się dzieckiem w trakcie montażu. Od samego początku nawiązała się między nami doskonała relacja osobista.

Nie chodzi tylko o wsparcie komercyjne. Choć sprzedaż sztuki jest celem większości galerii komercyjnych, ta galeria koncentruje się długofalowo przede wszystkim na systematycznym budowaniu pozycji artystów i ich prezentowaniu kuratorom oraz instytucjom, co jest dla artystów w dłuższej perspektywie bardziej decydujące.

Mieszka i pracuje Pani w Klučovie — co to otoczenie dla Pani znaczy w odniesieniu do pracy?

Przeprowadziliśmy się do Klučova w 2015 roku. Była to raczej konieczność opuszczenia Pragi, ale z zachowaniem bliskości. To w zasadzie dobra lokalizacja, bo wioska leży przy linii kolejowej i z centrum Pragi dojeżdżam tu w 40 minut. Nie mamy tu korzeni ani więzów rodzinnych — po prostu potrzebowaliśmy czegoś własnego. Zwłaszcza ja z kilkumiesięczną córką — podczas karmienia piersią nie mogłam pracować nad dużymi obiektami; musiałam kontynuować wieczorami, gdy dziecko spało. Kupiliśmy praktycznie ruinę, na którą nawet bank nie chciał nam dać kredytu, bo byliśmy naprawdę zupełnie bez grosza. Ostatecznie udało się dzięki doradcy. Ten stary dom odnawialiśmy przez pełne dziesięć lat i wciąż jest co robić. W każdym razie, kiedy teraz widzimy ceny wynajmu w Pradze, wiemy, że to była słuszna decyzja. Mogłoby być lepiej, ale jesteśmy zadowoleni.

Pani partner Václav Litvan jest również rzeźbiarzem. Jak wygląda współżycie dwojga artystów pod jednym dachem — i jak wzajemnie wpływacie na swoją pracę?

Václav jest moim największym wsparciem i pomaga mi w wychowywaniu dzieci. W ostatnich latach poświęcał im nawet więcej czasu niż ja. Jednocześnie jest znakomitym rzeźbiarzem — studiował u Jana Koblasy, następnie u Jaroslava Róny, gdzie się poznaliśmy, a potem u Jiřího Příhody. Jego praca jest bardzo wrażliwa i progresywna, pod względem materiałowym często bardziej ekologiczna niż moja, ponieważ pracuje z readymade'ami, którym nadaje nową formę, w której trudno rozpoznać, że pierwotnie chodziło o znaleziony przedmiot.

Często współpracuje przy moich projektach jako asystent, i choć czasem nie zgadzamy się co do pewnych procedur technicznych, jego umiejętności są bezcenne. Mamy jasno podzielone role, by móc funkcjonować pod jednym dachem i efektywnie współpracować.

Czy widoczność online pomogła Pani w karierze artystycznej?

Nie mogę tego powiedzieć kategorycznie. Widoczność online z pewnością pomaga większości artystów. Jeśli chodzi o media społecznościowe, takie jak Instagram, to dziś jest to prawdopodobnie niemal niezbędny element funkcjonowania każdego młodego artysty wizualnego.

Zaczęłam korzystać z Instagrama stosunkowo późno — i nie sądzę, żeby fundamentalnie wpływał on na moją ścieżkę zawodową. Są artyści, którzy w ogóle nie korzystają z mediów społecznościowych i funkcjonują z wielkim sukcesem. Galerie i instytucje zajmują się jednak komunikacją za nich, ponieważ widoczność online stała się dziś powszechną i w istocie nieuniknioną praktyką w całym spektrum artystycznym.

Jakie przesłanie skierowałaby Pani do studentów i absolwentów akademii sztuk pięknych, którzy chcą zaistnieć profesjonalnie?

Nie lubię doradzać nikomu, jak ma funkcjonować ani jaką drogę obrać. Każdy z nas ma własną ścieżkę rozwoju i tworzenia. Ogólnie mogę powiedzieć tylko jedno — starać się tworzyć jak najwięcej, nawet jeśli dziś jest coraz trudniej utrzymać się ekonomicznie.

Czynsze są wysokie, a jeśli do tego płaci się za pracownię, często zarabia się jedynie na pokrycie kosztów, bez czasu i energii na twórczość artystyczną. Ale jeśli chce się kontynuować, trzeba tworzyć mimo wszystko i wszędzie, i starać się unikać niepotrzebnie wysokich kosztów życia — zwłaszcza jeśli pochodzi się, tak jak mój mąż i ja, ze skromnego środowiska.

Jako młoda matka na przykład pół roku po porodzie pracowałam w kawalerce, w kuchni o powierzchni dziesięciu metrów kwadratowych, potem w przestrzeni dwunastu metrów. Gdy budowaliśmy pracownię, rzeźbiłam praktycznie w błocie fundamentów domu, na zewnątrz i w zimnie, na dodatek w okresie karmienia piersią naszej drugiej córki — czyli tylko w chwilach w zasięgu elektronicznej niani, gdy dziecko spało obok w domu. Myślę, że na początku ważne jest dostosowanie się do tych warunków, by nie ponosić zbędnych wydatków, nawet jeśli jest to naprawdę ciężkie.

Inną kwestią jest też to, by nie bać się podróżować i poruszać w środowiskach poza czeskim. To bardzo ważne. Właściwie takich rzeczy jest wiele, i szczerze mówiąc — w dzisiejszym świecie, coraz bardziej nasyconym sztuką wizualną, dla młodego artysty jest naprawdę niezwykle trudno zaistnieć i być konkurencyjnym. Trzeba mieć własny, niepowtarzalny język i wciąż na nowo przekraczać samego siebie. W każdym razie, w każdym trudnym momencie czy traumatycznej sytuacji to właśnie tworzenie jest miejscem, gdzie można się schronić i znaleźć oparcie.

Dziękujemy za rozmowę, Anno!

Czytaj w oryginale: Česky

Odkryj artystów

Aleš Novák

Czech Republic Mixed Media

Michael Hon

Czech Republic Painting

Ondra Navrátil

Czech Republic Sculpture